Drukuj
Kategoria: Aktualności
Odsłony: 171

Kącik literacki

Legendy o powstaniu Braniewa i warmińskich miejscowości


Nie mamy za dużo pięknych legend związanych z naszymi okolicami- Braniewem, Warmią. W związku z tym w czasie omawiania historii naszej miejscowości, uczniowie kl. VI a i VI b zainspirowali się tematem i postanowili napisać opowieści związane z naszym regionem. W ramach dodatkowej pracy polonistycznej, nawiązali do patrona naszej szkoły.
Przedstawiamy kilka legend. Sami ocenicie czy Wam się podobają…
A może macie pomysły i chcielibyście swoje twórcze opowieści zamieścić w następnej edycji „Legend związanych z naszym regionem i Warmią”.

 

LEGENDA O TYM,

SKĄD WZIĘŁA SIĘ NAZWA >BRANIEWO<

 

    Dawno, dawno temu na urokliwych, ale jeszcze wtedy słabo zaludnionych terenach dzisiejszej północnej Warmii, mieszkał rycerz Bran. Był to człowiek honorowy i waleczny, który wiernie służył Zakonowi Krzyżackiemu. Uczestniczył w wyprawach krzyżowych, starając się szerzyć chrześcijaństwo wśród pogan.

    Pewnego razu Bran wybrał się na polowanie do odległego tajemniczego lasu, gdzie jeszcze nikt dotąd nie odważył się wyprawić. Goniąc za zwierzyną, dotarł na polanę, gdzie ujrzał dziewczynę, która zbierała jagody. Okazało się, że to córka stroniącej od ludzi kobiety, którą uważano za czarownicę. Dziewczyna miała na imię Ew i była niezwykle piękna. Oprócz urody posiadała niespotykany głos. Mówiono, że kto raz usłyszy jej śpiew, to nigdy go nie zapomni. Rycerz, kiedy usłyszał jej śpiew, od razu się w niej zakochał. Chciał zabrać ją do swojego domu i pojąć za żonę. Na to jednak nie zgodziła się matka Ew, która, nie ufając ludziom, obawiała się o życie swoje i córki. Dziewczyna również z całego serca pokochała rycerza. Pomimo sprzeciwu matki spotykała się z nim potajemnie. Jednak źli ludzie postanowili zniszczyć związek zakochanych. Wypatrzyli miejsce ich spotkań i, kiedy Ew czekała na ukochanego, schwytali ją, związali i zamknęli w małej drewnianej chatce. Grożąc śmiercią Brana, zabronili kobiecie śpiewać, aby nikt jej nie uwolnił. Rycerz długo szukał swojej miłości, odwiedził nawet matkę dziewczyny. Ta użyła czarów i zobaczyła gdzie uwięziona jest jej córka. Niestety kiedy dotarli na miejsce chata była spalona. Ew nie udało się odnaleźć. Zrozpaczony mężczyzna wyjął sztylet i odebrał sobie życie. Matka dziewczyny zamieszkała w głębi lasu i często, pod osłoną nocy, odwiedzała miejsce zniknięcia córki. Za każdym razem siadała nieopodal spalonej chaty i płacząc wołała córkę. Jej rozpaczliwy głos okoliczni mieszkańcy często słyszeli aż do rana.

    Npolanie, gdzie kiedyś stała spalona chata, wyrosło okazałe drzewo. Była to lipa, której zapach unosił się po całej okolicy. Mówiono, że upamiętnia ona miejsce spotkań młodych i przysięgano, że po zmroku, słychać jak jej listki szepczą: „Bran i Ew… Bran i Ew…”.

Z czasem ktoś dopowiedział „o”, które miało oznaczać wieczne połączenie zakochanych. I tak też powstała nazwa Braniewo, w którego herbie jest lipa – symbol wiecznej miłości Brana i Ew.

Amelia Skowrońska kl. VIa

 

 

Legenda o Braniewie 

W dawnych czasach na  warmińskiej ziemi dwoje młodych ludzi Bransburga  i Rotniewo uciekali przed złą czarownicą, która zamieniała ludzi w kamienie.

         Niestety… czarwonica ich dogoniła,  ale obiecała, że daruje im życie, jeżeli porozbijają do zachodu słońca wszystkie kamienie. Potem czarownica odleciała na miotle na Diabelską Górę. Rotniewo chciał rozbić kamień, ale usłyszał głos:  ,,nie rozbijąj mnie”. Bransburga zaczęła płakać i porosiła go, żeby uciekali. Wówczas … spotkali wodną postać czarownicy. Rotniewo i Bransburga użyli podstępu- powiedzieli czarownicy, że pod głazem znajduje się skarb . Ona wskoczyła do dołu i sama zaczęła kopać. Wtedy… głaz na nią spadł.

                         Po śmierci czarownicy ludzie zamienieni przez nią w kamień odzyskiwali swoją postać, utworzyli tam miasto i nazwali je  Braniewo. Prawdopodobnie od imion naszych bohaterów- Bransburga i Rotniewo.

Hubert Wysocki klasa VI b   na podstawie legendy Heleny Tyszkiewicz

 

 

„Legenda o największym skarbie”

Żył kiedyś nad warmińskim  jeziorem rybak Marcin wraz ze swoją żoną. Codziennie rano zarzucał sieci, jednak niewiele ryb w nie wpadało. Dlatego bieda i niedostatek często gościły w jego chacie. Do tego zachorowała jego żona, a potem spaliła się chata. Pewnego dnia żona powiedziała:

-Marcinie, przywiąż do sieci kość ze skrzydła czarnej kury, a połowy będą udane.                                 
            Marcinowi szkoda było ostatniej kury, jednak poszedł do kurnika. Wtedy kura spokojnie przemówiła:

 -Daruj mi życie gospodarzu, a zdradzę Ci pewną tajemnicę. Na drugim brzegu jeziora rośnie drzewo. Na najwyższej gałęzi jest dziupla, a w niej ukryty skarb. Popłyń  tam o zachodzie słońca, a znikną twoje problemy.                     

            Bohater nie krył zdziwienia. Postanowił jednak zaufać kurze i o zmroku popłynął na drugi brzeg. W dziupli na dworze znalazł skarb. W falach jeziora ukazała mu się dziewczyna z wiankiem z białych lilii na głowie.

 - Możesz zabrać tylko jedną monetę. A kiedy znowu będziesz w potrzebie, przypłyniesz po kolejną - rzekła.                                 

           Rybak wrócił do domu szczęśliwy. Minęło parę lat. Marcin wybudował nową chatę, jego żona wyzdrowiała. Już nie łowił, bo nie było takiej potrzeby. Stał się bardzo leniwy. Zawsze, gdy zachodziła potrzeba, płynął o zachodzie słońca nad jezioro i brał z dziupli jeden pieniądz.

           Marcin zapragnął stać się bogaczem. Postanowił zabrać całe złoto z dziupli. Wdrapał się na drzewo i zaczął pakować monety do torby. Wówczas usłyszał huk. Drzewo runęło prosto do jeziora. Marcin leżał obolały. Po ciemnej tafli jeziora pływały białe lilie. W torbie zamiast złota znalazł próchno. Rybak zrozumiał, że to kara za jego chciwość.

Do tej pory o zachodzie słońca fale warmińskich jezior mienią się złotem. Można też usłyszeć ich szum: Największym skarbem jest uczciwa ludzka praca.

                                                                       Oliwier Wiewiórka kl. VI b

 

 

Nad rzeką Pasłęką…   

         Dawno, dawno temu… w miejscowości Braniewo, województwie warmińsko-mazurskim, nad rzeką Pasłęką  żyła  pewna kobieta o imieniu Zofia. Była ona najlepszą pływaczką w Polsce. Miała 20 lat,  krótkie do ramion rude włosy i zielone oczy.  Była piękną kobietą. Typową Warmiaczką, która skrywała pewną tajemnicę. Dotyczyła ona jej wizerunku, a mianowicie zamieniała się w syrenę dzięki naszyjnikowi, który dostała od swojej mamy na urodziny.

Pewnego dnia, gdy pływała nad rzeką Pasłęką poczuła coś, co ciągnęło ją, aby popłynęła na dno rzeki. Znalazła tam samolot, który znajdował się na głębokości 250 m i mógł tam być już ze 100 lat. Ujrzała w nim prawdziwy skarb, który zawierał dużo monet, biżuterię i koronę z diamentami. Zofia była bardzo zdziwiona, ale też szczęśliwa. Chciała już wracać, ale niestety …jej ogon zahaczył się o coś i go skaleczyła. Cudem wypłynęła na brzeg, na szczęście nikogo nie było, więc szybko zamieniła ogon na nogi, a  na nogach nie było ani śladu, że się skaleczyła. Następnego ranka chciała popływać, więc udała się ponownie nad rzekę. Gdy już weszła do wody, próbowała  zmienić się w syrenę, lecz nie mogła. Tak próbowała przez kolejne kilka minut, jednak dalej jej się nie udało, więc poszła popływać jak człowiek.  Popłynęła na dno Pasłęki, a skarb dalej tam był, więc zaczęła wracać, bo było już ciemno. Następnego dnia miała brać udział w zawodach szkolnych, lecz zostały odwołane, więc poszła na plażę nad rzekę Pasłękę, wtedy udało jej się zamienić w syrenę i płynęła jako syrena. Gdy pływała blisko brzegu, zauważyła łódkę, więc się schowała w zaroślach. Ci ludzie byli dla niej podejrzani, mieli broń, co zastanawiało ją, po co im ona była. Zamieniła się w człowieka. Tę przemianę  widzieli Ci podejrzani ludzie, wiedzieli, że tam jest, ale udawali, że nic nie słyszeli. Gdy sobie poszli, dziewczyna wyszła z zarośli i  uciekała.    Na szczęście … zdążyła uciec do wody, żeby jej nie mogli dogonić.

Dopłynęła do Braniewa, poszła do domu, przytuliła swojego kotka… A cóż się dzieje nad rzeką Pasłęką…? Zobaczcie sami, odwiedzając ją.

                           Wiktoria Soćko klasa VI b